jest(t)empo - operacje plastyczne

50%

Muszę wrócić się w czasie, gdyż zapomniałam o tym zdarzeniu.

Miesiąc po operacji wybrałam się w podróż samolotem. Nie lubię latać, jednak czasami muszę. Wylot z Poznania. Przelot niedługi, bo trwał jedynie półtorej godziny. Odprawa praktycznie bez problemu (jedynie przy przejściu przez bramkę włączył się alarm i Pani w mundurze musiała mnie obmacać włącznie z włosami, gdzie była umieszczona tona wsuwek do włosów - pewnie to one zostały wychwycone przez czujki) Start, lot i lądowanie spokojne.  

Nie zauważyłam żadnych zmiany w piersiach czy samopoczuciu jeżeli chodzi o skoki ciśnienia, przeciążenia itp. Nos natomiast wyraźnie pulsował szczególnie było to czuć na grzbiecie. Na szczęście nie doszło do krwotoku, a tego obawiałam sie najbardziej.

Wiem z rozmów telefonicznych, że znajomi z którymi planowałam spotkać się pod wieczór nie mogli się doczekać, kiedy zobaczą mnie w nowej odsłonie. 

Oczywiście przed spotkaniem zrobiłam się na bóstwo, żeby było wielkie wejście. I się opłaciło. Widziałam, jak patrzą na mnie z niedowierzaniem. Fajne uczucie...

Imprezka delikatnie zakrapiana. Rozmowa toczy się z tematu na temat. Nikt bezpośrednio nie komentuje mojego nowego image. Czuje się dobrze w tym towarzystwie, bo nikt nie oczekuje, żadnych tłumaczeń czy wyjaśnień.  Do czasu.

- Nie do Poznania. - Słyszę, jak kolega mówi półgłosem.

- Tak, wracam pojutrze do Poznania. - Odpowiadam, myśląc, że to dalszy ciąg rozmowy o trasie samolotu.

- Nie, Ty jesteś nie do poznania.

- Aaaa, tak bardzo się zmieniłam?

- Tak, bardzo. Jak inna kobieta. Dla mnie jesteś atrakcyjniejsza o 50%.

Fajnie, że jestem dla kogoś atrakcyjniejsza niż byłam, ale aż o 50 %???? I to z powodu  garbatego nosa???

Nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać...