jest(t)empo - operacje plastyczne

Obsesja

Mam obsesję. Oglądam się za nosami. Przyglądam się nosom bliskich, znajomych, przechodniów, pań z telewizji. I co widzę?

Ano, że te nosy w większości nie są idealne... Zastanawia mnie to bardzo, ponieważ przed operacją widziałam wokół siebie same IDEALNE nosy. Gdzie one się podziały? A, tak! Są w kolorowych gazetach, gdzie zadziałał retusz.

Przypuszczam, że wcześniej moje postrzeganie rzeczywistości było skrzywione przez kompleks garbatego nosa. Przecież nikt nie miał gorszego nosa ode mnie. A skoro nikt nie miał gorszego, to wszystkie inne były co najmniej ładne. Proste?

Czy to, że otworzyły się mi oczy i widzę te wszystkie niedoskonałości u innych zmieniło moje przekonanie o słuszności podjętej przeze mnie decyzji o korekcji nosa?

Nie zmieniło. Nadal uważam, że to była bardzo dobra decyzja, z tym, że spóźniona o 20 lat. Sam lekarz konsultując mój przypadek stwierdził:

- Dlaczego tak późno do mnie przyszłaś?

Było to pytanie retoryczne. Nie oczekiwał ode mnie odpowiedzi.

Pomyślałam sobie wtedy:

"Fakt, nie śpieszyłam się, ale przecież jeszcze nie umieram".

 

Jestem ponad pół roku po operacji. Nos puchnie jedynie z rana. Do dwóch godzin opuchlizna schodzi. Gulki się "wciągnęły". Nie ma po nich śladu. Ex garb jest już prawie niezauważalny. Dziurki nieznacznie różnią się względem siebie i pewnie tak zostanie. Wcale mi to nie przeszkadza, gdyż aby było to zauważalne należałoby patrzeć na nie od spodu. Wielkoludem nie jestem, więc nikt mi w dziurki nie zagląda i defektu nie widzi.

Piersi miękną ale bardzo, bardzo powoli. Jeszcze przed nimi daleka droga do miękkości. Mam porównanie, bo co jakiś czas spotykam się z "Kasią", aby przy okazji zabiegów u niej wykonywanych poplotkować i ocenić wzajemnie stan piersi. "Kasi" są jak naturalne w dotyku. Moje jeszcze nie. Muszę czekać.