jest(t)empo - operacje plastyczne

Zjazd

Niedawno byłam na spotkaniu klasowym. Ostatni raz spotkaliśmy się w takim gronie 2 lata temu. Więc jeszcze przed moimi operacjami. Nie miałam ochoty na tą imprezę. Jednak uznałam, że muszę znaleźć w sobie odwagę i się pokazać po zmianie. Jedyne słowo jakie się mi nasuwa to: STRES.

Szkoła średnia. Klasa koedukacyjna. Nienawidziłam szkoły w tym czasie. To była dla mnie męczarnia. Nie pasowałam tam. A dostosować się do reszty nie miałam ochoty. Chociaż kilka prób było. Nie polubiłam szczególnie w tym okresie nikogo. Przez krótki czas miałam chłopaka z klasy. Atrakcyjny, wysoki brunet. Nic z tego nie wyszło. Jedynym oparciem była dla mnie przyjaciółka "Ola". Ale też nie zawsze. Zaszła mi momentami za skórę, ale  przede wszystkim ja bywałam dla niej niedobra. Do tej pory mam przez to wyrzuty sumienia. Uczyłam się bardzo dobrze, praktycznie nie bywając w szkole. Sama nie wiem jak to robiłam:) Szkoła to była dosłownie dla mnie "buda". A ja byłam psem uwiązanym na łańcuchu do tej "budy".

Jedyne co było w tym czasie super, to wakacje. Byłam sobą, nieograniczona innymi mało przychylnymi ludźmi.

Teraz miałam się pokazać ze zmienionym nosem. Oczywiście o piersiach nikt nie wiedział i tak miało zostać. Nawet "Oli" jeszcze nie powiedziałam...

Moja korekcja nosa nie była tajemnicą, więc drogą pantoflową wieść się rozeszła i wszyscy już wiedzieli. Spodziewałam się, że nikt nie będzie przy mnie komentował zmiany.  I też tak było. Ciągłe ukradkowe spojrzenia w moją stronę nie robiły na mnie wrażenia. Padło kilkanaście tekstów pt. "Konstancja, pięknie wyglądasz", które subtelnie miały nawiązać do efektów operacji. Wyglądało mi to na zmowę taktyczną.

Nie ukrywałam, że postarałam się aby ładnie wyglądać. Zresztą nie ja jedna. Widać było, że dziewczyny w większości skorzystały z usług fryzjera. Miały makijaże, sukienki. Osobiście nie chodzę na imprezy codziennie, czy co tydzień. Ba, nawet co pół roku. Więc jak się zdarza mi wyjście, to chcę być na "tip top" i też tak było.

Założyłam szarą bluzkę o rękawach 3/4 z lekkim dekoltem na plecach przewiązaną szeroką, długą szarfą zawiązaną w kokardę. Do tego czarna spódnica przed kolano typu bombka z kieszeniami, i cieliste sandały na wysokim obcasie. Jedyną ekstrawagancją była ta kokarda.

Włosy lekko natapirowane i w połowie głowy związane w koński ogon.

Makijaż bardzo delikatny, tylko górna powieka podkreślona czarną kreską.

Wyglądałam dziewczęco i delikatnie. I o taki efekt mi chodziło. Nie powiem, koledzy dali mi to odczuć i wyczuwałam pozytywne nastawienie, a nawet sympatie. Aby się odwdzięczyć tym samym, nie musiałam się bardzo starać, bo samo wychodziło. Natomiast koleżanki postarały się abym poczuła się odseparowana. I niestety było mi z tym tak naprawdę dobrze. Nie śmieszyły mnie zasłyszane żarty. Nie mogłam odnaleźć w pamięci przywoływanych sytuacji, a podobno brałam udział w tych zdarzeniach. Zresztą prawie nic nie pamiętam z tych czasów. Tak jakby mój mózg wyrzucił ten niedobry okres z pamięci. Ludzie nadal byli dla mnie tacy inni-obcy. Nie wiem jak to inaczej określić.

Podczas rozmowy musiałam się silić, aby nie przywoływać szczegółów z mojego życia. Nie wspomnieć w jakimkolwiek temacie: o wakacjach (chociaż tutaj akurat nie miałam o czym opowiadać:( ), o remoncie, samochodzie, pięknych i mądrych córkach, kochającym mężu. Wszystko byłoby zaszufladkowane: "Przyszła się pochwalić", chociaż mówiłabym prawdę. Czułam to przez skórę.

Nigdy więcej już się nie wybiorę na zjazd. To nigdy już nie będzie moja bajka. Takie zrobiłam postanowienie.

Jak dobrze, że teraz mam wokół siebie ludzi, z którymi tak dobrze się czuję. Że nawet gdy się czymś pochwalę, to nikt nie pomyśli, że się wywyższam, tylko że się z czegoś najzwyczajniej w świecie cieszę. Że mogę się przy nich popłakać z żalu, czy ze śmiechu. Że żart będzie żartem, a nie szukaniem drugiego dna. Że powiedzenie tego co się myśli prosto w oczy, może na początku wywołać oburzenie, ale zaraz zostanie docenione, że właśnie prosto w oczy. Że w myślach zastanawiam się co u nich, tak samoistnie, bo są dla mnie ważni.

Pies zerwał się z łańcucha i merda ogonem:)