jest(t)empo - operacje plastyczne

Matka Natura

Za mną 12 miesięcy. Tak jak pierwsze dni, tygodnie po operacji dłużyły się niemiłosiernie, tak po dziewiątym miesiącu czas zleciał niczym z bicza trzasnął.

Nie myślę już o operacjach. Pewnie dlatego, że mój stan się ustabilizował i nie ma żadnych wzlotów i upadków. Jedynie gdy przytka się mi dziurka w nosie bądź zaboli mięsień piersiowy, to w myślach się zastanawiam, czy ma to związek z operacjami, ale to sporadyczne sytuacje.

Jest jedna rzecz, a raczej dwie, które spędzają mi sen z powiek.

Po pierwsze nie powiedziałam jeszcze rodzicom o operacji piersi. Po drugie powinnam pół roku temu wybrać się na konsultację pooperacyjną, a nie znalazłam do tej pory na to czasu.

Minęło lato. Mama nie raz widziała mnie w stroju kąpielowym, ale nigdy nic nie napomknęła o zmianie w rozmiarze biustonosza. Nie afiszuje się nowym dekoltem, ale też jakoś specjalnie nie ukrywam go. Garderoby też nie musiałam zmieniać z wyjątkiem biustonoszy, co jest oczywiste. Ot, tak normalnie. Pewnie dlatego nic mojej Mamie nie podpadło, że miałam majsterkowane przy piersiach. Musiałam zatem rozpocząć temat sama.

Jestem u rodziców. Siedzimy w kuchni i popijamy herbatkę z miodem. Mogłam poprosić o melisę, bo naprawdę byłam zdenerwowana. Bałam się, że znowu się będą denerwować i niepokoić. Z drugiej strony jestem dorosła i sama o sobie decyduję i po operacji nosa, która została przeprowadzona bez ich wiedzy, powinni już wiedzieć, że są takie sytuacje, w których nie będę się liczyć z ich zdaniem. Jednak wiem, że powinni dowiedzieć się całej prawdy.

- Muszę się do czegoś przyznać. - Zaczęłam dość niepewnie. I ledwo wypowiedziałam to zdanie, zrozumiałam, że nie tak powinnam zacząć, bo ustawiłam siebie od razu na pozycji "tej Winnej". Tylko, że ja tak naprawdę się czułam. Czułam się winna, nie dlatego, że powiększyłam biust, tylko dlatego, że im nie powiedziałam.

- Nie denerwujcie się, wszystko jest w porządku. - Staram się uspokoić atmosferę, gdyż widzę jak Mama ukradkiem spogląda na Tatę.

- Nie powiedziałam Wam wcześniej o tym, gdyż najzwyczajniej w świecie się bałam Waszej reakcji. Z ledwością przeżyliście informację o operacji nosa i chciałam Wam zaoszczędzić większych nerwów.  - Kontynuuję prawie na bezdechu, aby jak najszybciej mieć to za sobą.

- Powiększyłam piersi. Odbyło się to podczas jednej narkozy wraz z nosem. Wszystko przebiegło prawidłowo. Nie mam żadnych komplikacji. Rany się ładnie zagoiły. - Spojrzałam na ich twarze i zobaczyłam ... lekkie zaskoczenie i spokój.

Odetchnęłam z ulgą. Wreszcie mam to za sobą.

- Nic nie powiecie?

- Że też nie zauważyłam... Tak mi trochę podpadłaś latem, ale z Tatą myśleliśmy, że może jesteś w ciąży. Zawsze w tym czasie biust ci rósł na potęgę. - Stoicki spokój mojej Mamy, to wręcz nie możliwe do zaobserwowania zjawisko.

- Dobrze, że nie dowiedzieliśmy się od razu. Teraz na spokojnie, gdy już jest po wszystkim i jesteś zadowolona, to nam się tylko cieszyć. A jesteś zadowolona? - Tata jak nie on, taki rozgadany.

- Tak. Jestem zadowolona. - Potwierdzam dobitnie.

- Chodź Mamo ze mną do łazienki. Pewnie jesteś ciekawa, jak to wygląda.

- Są piękne.

- Tak, tylko szkoda, że nie od Matki Natury.- Mówię półgłosem.

- Matki Natury nikt i nic nie zastąpi, ale sama widzisz jakie są teraz możliwości.

Nie spodziewałam się, że wszystko tak gładko przebiegnie. Myślałam, że emocje wezmą górę i będą żale i pretensje. A tutaj nic z tych rzeczy. Mam mądrych i dobrych rodziców, którzy szybko wyciągają wnioski i po prostu mnie kochają. I dostałam po nosie, bo ich nie doceniłam. W sumie to mnie zszokowali, gdyż nigdy w życiu nie spodziewałabym się po nich, że tak szybko zaakceptują moje operacje, a nawet będą się z nich cieszyć.

Dla mnie wyznanie całej prawdy było jak zrzucenie z siebie ciężaru. Przy każdym spotkaniu miałam poczucie, że ich oszukuję, że jestem nieszczera. Bałam się też, że się wygadam i z zaskoczenia będę musiała gęsto się tłumaczyć. Dobrze, że już wiedzą.